poniedziałek, 14 lipca 2014

Recenzja #1

Dziewczyna którą kochały pioruny

Jennifer Bosworth


 

Mia Price to dziewczyna, którą kochają pioruny. Los Angeles jest jednym z niewielu miejsc, gdzie czuje się bezpieczna. Do czasu gdy trzęsienie ziemi niszczy miasto. Wokół panuje chaos. Plaże zmieniają się w gigantyczne wioski namiotów. Śródmieście jest rumowiskiem. Nocami w opuszczonych budynkach odbywają się dzikie imprezy. Ich uczestników przyciąga w ruiny moc, której nie potrafią się oprzeć. Dwie walczące ze sobą sekty gromadzą coraz więcej wyznawców. I obie widzą w Mii klucz do wypełnienia dwóch apokaliptycznych proroctw… Tajemniczy Jeremy obiecuje ją chronić, lecz czy jest tym, za kogo się podaje? Mia nie jest tego pewna. Wie tylko, że jego dotyk jest bardziej elektryzujący niż uderzenie pioruna…

 

 

Szczerze? Nie wiem co napisać... uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. 

„Nazywam się Mia Price i jestem żywym piorunochronem. (…) Nazywam się Mia Price i jestem piorunoholiczką.”

Naćpana piorunami, to pierwsze i trafne skojarzenie jakie mi przyszło na myśl po przeczytaniu tych słów. Piorun uderzył w ciebie niezliczoną ilość razy, a ty żyjesz i masz się dobrze i ci się to podoba. Fajnie? Fajnie. Ale figury Lichtenberga już takie fajne nie są, a zwłaszcza jeśli twoje całe ciało oprócz twarzy jest nimi pokryte, a na dodatek nie znikają. Mia jest na pewno jest silna psychicznie: L.A. jest ruiną, matka jest chora, brat się od niej oddala no i te figury Lichtenberga.

 Sekta Wyznawców i Krąg Tropicieli chcą jej, ona nie chce ich. Boom! Zjawia się chłopak, ale nie taki byle jaki seksowny i inteligentny. Mówi że chce ją chronić, wspomniałam o tym że chciał ją zabić? Chciał, ważne słowo bo nie zabił, a się zakochał.

 Książka jest podzielona na 3 części które odliczają do burzy. Burzy która miała zapoczątkować apokalipsę. Na początku każdej części są cytaty które pokochałam, strasznie mi się spodobały.

Na koniec jedno słowo: Polecam!

Avis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz